piątek, 30 września 2011

Cadfael (1994-1996)



No to skoro już jesteśmy w XII wieku, pozostańmy tam, przenosząc się tylko parędziesiąt lat wcześniej i trochę na zachód, do położonego niedaleko granicy z Walią Shrewsbury. To jeżeli chodzi o miejsce akcji, bo jeśli chodzi o miejsce kręcenia, pozostajemy w tym samym, to znaczy w studiu filmowym pod Budapesztem, gdzie powstała większość i "Robin Hooda", i "Cadfaela" -- choć kręcono je w odstępie kilkunastu lat.

Serial "Cadfael" oparty jest na serii powieści Ellis Peters (naprawdę Edith Pargeter), w których tytułowy Cadfael, z urodzenia Walijczyk, z wyboru -- w młodości krzyżowiec i żeglarz, na starość benedyktyński mnich, człowiek inteligentny, przenikliwy i spostrzegawczy, rozwiązuje zagadki kryminalne. Pomagają mu w tym nie tylko wymienione przed chwilą cechy, ale również bogate doświadczenie, jakie zdobył w ciągu swojego burzliwego życia, znajomość różnorakich ziół i ich właściwości oraz przyjaźń z zastępcą szeryfa. Przeszkadzają zaś -- snobistyczny przeor Robert i jego prawa ręka, brat Hieronim.

Bardzo lubię książki o Cadfaelu*: umiejscowienie ich w średniowieczu jest miłym urozmaiceniem w stosunku do kryminałów zalewających rynek, narracja Peters jest zarazem wartka i pełna smakowitych szczegółów dopełniających ten, mało nam w końcu znany, świat. Jednocześnie Cadfael jest detektywem pełnym zrozumienia dla bliźnich (sam nie będąc pozbawiony słabości, poczynając już od takich błahostek jak ucinanie sobie drzemki w czasie nabożeństw) i mającym wiarę, czy też pewien rodzaj metafizycznej pewności, której pozbawieni są ludzie późniejszych czasów. A i inni bohaterowie, z Hugh Beringarem na czele, są ciekawymi kreacjami. Oczywiście, seria nie jest pozbawiona wad -- główną z nich jest pewna powtarzalność: na przykład chyba w każdej części Cadfael obowiązkowo musi pomóc zejść się jakiejś zakochanej młodej parze.

No a serial, o którym tu piszę, jest dobrą ekranizacją. Przede wszystkim, oglądanie Dereka Jacobiego w głównej roli to sama przyjemność. Z drugiej strony, ubolewać można nad faktem, że tak ważną postać jak Hugh Beringar gra aż trzech aktorów, i to każdy z nich jest nie tylko brzydszy, ale też jakimś sposobem głupszy od poprzedniego. Oczywiście adaptacja wymagała też, z powodu ograniczeń czasowych i finansowych, uproszczenia niektórych wątków i pozbycia się niektórych postaci -- zrozumiałe, choć trochę szkoda, że przy tym Shrewsbury straciło trochę z atmosfery pogranicza, która jest wyraźna w książkach, tocząca się cały czas wojna domowa zeszła do dalekiego tła (z wyjątkiem pierwszego odcinka, nakręconego na podstawie drugiego tomu cyklu, mojego ulubionego zresztą), zanikło też trochę wrażenie różnorodności etnicznej ówczesnych Wysp Brytyjskich, na których żyli, jeszcze wyraźnie obok siebie, Saksoni, Normanowie, Walijczycy i inni. W ostatecznym rozrachunku są to jednak detale, niezmieniające faktu, że "Cadfael" dobrym serialem jest. Takie średniowieczne CSI. Tylko dużo lepiej napisane i zagrane. Czyli właściwie zupełnie nie jak CSI:)

* W oryginale -- raz zdarzyło mi się czytać polskie tłumaczenie i było ono bardzo kiepskie.

Znajomi:
Derek Jacobi -- i to by z grubsza było na tyle.

"Cadfael" na:
IMDb
Wikipedii
Filmwebie

Pierwsza część na YT

wtorek, 27 września 2011

Robin Hood (2006-2009)



Właściwie waham się, czy zaklasyfikować ten serial jako historyczny, bo z rzeczywistością historyczną (kostiumy, rekwizyty, język, obyczajowość) nie za wiele ma on wspólnego. Podobnie zresztą, jak i z rzeczywistością fizyczną (strzały Robina trafiają do celu zawsze, nawet gdy strzela zza winkla. No, chyba że celuje w któregoś z ważnych schwarzcharakterów, na których śmierć scenarzyści nie mogą wszak sobie pozwolić przed końcem serialu), a miejscami i psychologiczną. Choć przyznać trzeba, że przynajmniej dwa pierwsze odstępstwa wydają się przez twórców zamierzone.

Co zatem pozostaje w tym serialu, co może skłonić do jego oglądania? Można wybrać spośród poniższych: uśmiech i ruchy Robina, bon moty Szeryfa, sarkazm Allana (zdecydowanie w czołówce moich ulubionych bohaterów), oddanie Mucha, no i najważniejsze: spojrzenie Guya. A, co tam: całokształt Guya! Nie będę raczej oryginalna, jeśli się przyznam, że oglądałam ten serial głównie dla niego -- a przynajmniej sięgnęłam po niego z jego powodu, konkretnie: grającego go Długonosego Ryszarda. A po sięgnięciu oglądałam dalej, bo chciałam się dowiedzieć, czy kiedykolwiek zmienia kostium (albo chociaż poprawia ten rozmazany eyeliner). No, a oprócz tego są jeszcze różnorakie emocjonujące przygody -- żeby nie było, że to serial wyłącznie dla kobiet.

Przyznać muszę, że przez większą część "Robin Hooda" traktowałam jego oglądanie jako guilty pleasure, takie to miejscami (a nawet przeważnie) głupie. A mimo to -- dziwnie wciąga:) Na swoje usprawiedliwienie mam to, że gdy ten serial oglądałam, było ciemno, zimno i ogółem paskudnie, a na takie warunki nie masz lepszej rady, niż radosny filmowy eskapizm. Tak więc czy żałuję czasu, jaki poświęciłam na obejrzenie tego wybitnego inaczej działa? A clue: no.

Znajomi:
Jak pisałam, sięgnęłam po ten serial ze względu na Ryszarda, o którym po raz pierwszy, ale nie ostatni, wspomniałam przy okazji "Spooks". Tu robi on to, co mu wychodzi najlepiej, to znaczy nosi się na czarno* (aby ułatwić widzowi odbiór i interpretację wydarzeń na ekranie, twórcy serialu ubrali negatywne postaci w czarne kostiumy. Żeby było konsekwentnie, gdy jeden z bohaterów na pewien czas zmienia stronę -- od razu zmienia również kostium) i Cierpi. Jest to cierpienie moralnie ambiwalentne, gdyż postać, którą gra, oprócz tego, że cierpi (dodajmy -- z nieodwzajemnionej miłości), dopuszcza się również czynów nad wyraz niegodziwych, tak więc widz sam nie wie, czy go nienawidzić, czy też mu współczuć, podejrzewając, że gdyby wyrwał się spod złego wpływu Szeryfa, a Lady Marian odwzajemniła jego miłość, miałby jeszcze szansę przejść na jasną stronę Mocy, jak pokazuje na przykład odcinek 2x10. A [spoiler]na końcu tak pięknie umiera,[/spoiler] że nawet widz o sercu tak zatwardziałym, jak niżej podpisana, może się wzruszyć (choć nie musi).

No dobra, ale dosyć już o Guyu. W końcu są tu też inni znajomi, na przykład jego przełożony, szeryf Vaisey (Keith Allen), który pojawił się, z jakiegoś powodu przybrany w różowe mysie uszy, w "Black Books" (3x04) i -- na chwilę -- w "Hotelu Babylon" (1x06). Wśród czarnych charakterów jest też cudownie psychopatyczny, spragniony miłości książę Jan -- w tej roli Toby Stephens. Z drużyny Robina wcześniej mieliśmy zaś okazję zobaczyć Allana (Joe Armstrong) w "Hustle" (7x02), Willa (Harry Lloyd) w "Doktorze" ("Human Nature" i "The Family of Blood") oraz braciszka Tucka (David Harewood) w "The Palace", "Hustle" (7x05) i "Doktorze" ("The End of Time"). No i jest jeszcze Izabella, którą trudno zaliczyć do którejkolwiek z powyższych grup bez zdradzania zbyt wiele -- Lara Pulver, która dołączyła do szpiegowskiej ekipy w nowej serii "Spooks" (gdzie zastąpiła Ryszarda -- ciekawy zbieg okoliczności, zważywszy, że tu gra jego siostrę) i "Sherlocka" (jako Irene Adler).

Poza tym, w mniejszych rolach, zobaczymy tu m.in. Tony'ego z "Hotelu Babylon" (2x02), Emmę z "Hustle" (1x09) i jednego z sierżantów nadinspektora Barnaby'ego z "Morderstw w Midsomer" (2x07), księżniczkę Eleonorę z "The Palace" (3x10 -- najidiotyczniejszy odcinek serialu, stojący w zupełnej sprzeczności z tym, co w nim pokazano do tej pory) czy Williama Szekspira z "Doktora" i Tully'ego z "Being Human" (w tym samym odcinku).

Na koniec podzielę się jeszcze pewną moją teorią. Otóż gdy pod koniec drugiej serii akcja serialu na chwilę przenosi się do Ziemi Świętej, a konkretnie do Acre (Akka, dziś w Izraelu), bohaterowie spotykają tam króla Ryszarda Lwie Serce we własnej osobie. Jego twarz wydała mi się znajoma -- w końcu skojarzyłam, że gra go ten sam pan (niejaki Steven Waddington), który grał Wielkiego Mistrza Templariuszy w szwedzkiej superprodukcji o Templariuszu Arnie Magnussonie. Film i ten sezon "Robin Hooda" powstały w tym samym roku. Stąd moja teoria, że producenci serialu, w ramach oszczędności, po prostu pożyczyli aktora od Szwedów -- i to najwyraźniej wraz z kostiumami, bo król Ryszard okazuje się nagle być Templariuszem (którym, o ile mi wiadomo, w rzeczywistości nie był -- ale słaba jestem z historii Wysp Brytyjskich, więc mogę się mylić). Tym bardziej, że przedstawione tutaj plenery podejrzanie bardziej niż na okolice Akki (która leży wśród zielonych dolin i wzgórz) wyglądają mi na okolice położonego na marokańskiej pustyni Ouarzazate, gdzie kręcono "Arna" (i gdzie kręci się większość europejskich i amerykańskich superprodukcji dziejących się w Afryce i na Bliskim Wschodzie. Marokańczycy, wietrząc dobry interes, urządzili tam wielkie studio filmowe, witające przybyszów wielkimi, kiczowatymi statuami faraonów przed bramą wjazdową).

A tak nawiasem mówiąc, Ryszard Lwie Serce był ponoć kiepskim władcą, ale tradycja mówi o nim jako o bohaterze, bo miał dobry PR -- w postaci między innymi właśnie opowieści o Robin Hoodzie. W książkach Jana Guillou, na podstawie których nakręcono "Arna" (które, nawiasem mówiąc, również polecam), pojawia się na chwilę, jako zadufany, zainteresowany tylko turniejami rycerskimi i wybijaniem Saracenów głupek.

* Jeszcze nigdy nie widziałam Ryszarda w żadnym filmie, serialu ani wywiadzie ubranego inaczej niż na ciemno. Nawet jeżeli czasem jest to ciemny z bardzo kolorowymi akcentami.

"Robin Hood" na:
IMDb
Wikipedii
Filmwebie

Pierwsza część na YT

sobota, 24 września 2011

Our Mutual Friend (1998)

Serial na podstawie ostatniej ukończonej powieści Dickensa -- cegły tak pokaźnej i wielowątkowej, że moim skromnym zdaniem dobrze zrobiło jej odchudzenie, jakie było konieczne do zmieszczenia akcji w serialu. Jak to u Dickensa, mamy tu społeczne i psychologiczne obserwacje, a także liczne wątki i jeszcze liczniejszych bohaterów, których łączy sprawa niejakiego Harmona, spadku po nim i śmierci jego syna i dziedzica. A ci bohaterowie to między innymi: zajmujący się sprawami Harmonów prawnik Mortimer Lightwood (to chyba moja ulubiona postać, mimo że jest bardziej obserwatorem niż aktywnym uczestnikiem wydarzeń -- a może właśnie dlatego, mam słabość do tego typu postaci), jego po dekadencku znudzony życiem przyjaciel Eugene Wrayburn, piękna -- z wyglądu, choć nie z charakteru -- Bella Wilfer, która miała wyjść za młodego Harmona, poczciwi Boffinowie, którzy odziedziczyli majątek w obliczu jego śmierci, ich tajemniczy sekretarz John Rokesmith, różne mniej lub bardziej podejrzane typy zamieszkujące brzegi Tamizy i utrzymujące się z tego, co z niej wyłowią (włączając w to ciała topielców), ze szczególnym uwzględnieniem rodziny Hexamów, targany różnymi, niekoniecznie pozytywnymi, namiętnościami nauczyciel Bradley Headstone (czy też, jak ja go nazywam, Pan Nagrobek) oraz przedstawiciele londyńskiej socjety, wyraźnie przez Dickensa nielubiani... Właściwie trudno powiedzieć, który wątek jest tu najważniejszy, a która z postaci jest głównym bohaterem (tytułowy wspólny przyjaciel odnosi się do Rokesmitha, ale na ile wskazuje to na niego jako na głównego bohatera, a na ile na to, że [spoiler]ponieważ to on jest tak naprawdę Johnem Harmonem -- który wcale nie zginął, jak wszyscy myślą -- stanowi niejako oś fabuły, o ile ma ona w ogóle jakąś oś[/spoiler], niech widz sam oceni). Co zwiększa prawdopodobieństwo, że każdy widz znajdzie tu coś godnego śledzenia:)

Znajomi:
Prawdziwie ciężką, ale i bardzo udaną pracę wyabstrahowania z oryginału Dickensa tego, co w nim najważniejsze i najciekawsze -- innymi słowy, napisania scenariusza -- podjęła się Sandy Welch, autorka scenariusza do "Emmy". Jeżeli zaś chodzi o aktorów, to mamy tu Dominica Mafhama (Simon w "Kingdom") w roli Mortimera, Paula McGanna (ósmy Doktor) jako jego kumpla Eugene'a, Keeley Hawes jako Lizzie Hexam, Davida Morrisseya ("Doktor" -- odc. "The Next Doctor", "State of Play", "Rozważna i romantyczna") jako Headstone'a i innych.

"Our Mutual Friend" na:
IMDb
Wikipedii
Filmwebie

Pierwsza część na YT

Zwiastuna nie udało mi się znaleźć, ale za to znalazłam takie coś:)

No i jeszcze, jako wisienka na torcie, parę ilustracji na temat -- wraz z wyczerpującymi opisami -- autorstwa Czytaczki Kolleander, bez której być może nie sięgnęłabym ani po ten serial, ani po książkę.

środa, 21 września 2011

Tristram Shandy. A Cock and Bull Story (2006)



Zabawa z czytelnikiem, puszczanie do niego oka, gmatwanie narracji i tego typu zabiegi -- wynalazek dzisiejszych, ponowoczesnych czasów? Ależ skąd: wszystko to było już w pierwszych powieściach, np. wydanej w latach 60. XVIII wieku "Życie i myśli JW Pana Tristrama Shandy" Laurence'a Sterne'a. Narrator tej powieści, tytułowy Tristram Shandy, kluczy w niej, oddaje się dygresjom i anegdotom, raz po raz postanawia zacząć swoją opowieść od nowa, wypełnia strony myślnikami, gwiazdkami czy różnorakimi zawijasami, pozostawia je całkiem puste lub -- przeciwnie -- zadrukowane na czarno. W rezultacie, chociaż książka miała być w założeniu historią jego życia, kończy, po dziewięciu tomach, doszedłszy zaledwie do najwcześniejszego dzieciństwa.

Oczywiste jest, że takiej powieści nie można było zekranizować tak po prostu. "A Cock and Bull Story" jest więc opowieścią -- udającą dokumentalny film zza kulis -- o grupie filmowców, którzy usiłują nakręcić ekranizację "Tristrama Shandy", ale im się to za bardzo nie udaje. Przepychają się między sobą, włażą sobie nawzajem na ambicję, przeżywają romanse i zmagają się z inscenizacją oblężenia Namur -- niewiele jednak z tego wszystkiego wychodzi. Oczywiście oprócz rozrywki dla nas, widzów.

Znajomi:
Film wyreżyserował Michael Winterbottom. Główne role, Tristrama/Waltera Shandy'ego i wujaszka Toby'ego, a zarazem alternatywne wersje samych siebie, czyli wiecznie się spierających aktorów grających Tristrama/Waltera Shandy'ego i wujaszka Toby'ego (bardzo to wszystko postmodernistyczne), grają Steve Coogan i Rob Brydon (ten ostatni znany nam z "Black Books" -- 2x03). Poza tym mamy tu między innymi: Keeley Hawes, Dylana Morana ze sztucznymi zębami i w peruce jeszcze bardziej potarganej niż jego własne włosy, Stephena Fry'a w dwóch rolach, Gillian Anderson, Jeremy'ego Northama czy Kelly Macdonald.

"Tristram Shandy" na:
IMDb
Wikipedii
Filmwebie

Pierwsza część na YT

poniedziałek, 19 września 2011

Goodness Gracious Me (1998-2000)



Może nie jest to program, który ma potencjał na zyskanie dużej popularności wśród polskich widzów, ponieważ koncentruje się na grupie, która w naszym kraju jest niezwykle mało liczna: imigrantach z Indii. Z drugiej jednak strony, nie jest tak hermetyczny, żeby był zupełnie niezrozumiały dla odbiorcy z zewnątrz, a niektóre zjawiska, jak się okazuje, są uniwersalne (np. postać starszej pani, która ciągle psioczy, że nie ma sensu czegokolwiek kupować albo chodzić do restauracji, bo przecież ona może zrobić coś takiego samego w domu, i to za darmo). Twórcy programu wyśmiewają się z najróżniejszych postaw swoich rodaków, tych na emigracji i tych w ojczyźnie, ale także z postawy Anglików wobec nich -- najczęściej przez skecze odwracające typową sytuację, np. ukazujące Indusów w angielskiej restauracji, sekcję angielską w indyjskiej państwowej telewizji, konsultanta do spraw angielskich przy indyjskiej policji, Anglika w indyjskiej firmie czy grupę indyjskiej młodzieży, która przyjechała do Anglii na wakacje i odkrywa jej egzotykę -- a od czasu do czasu rzucają też jakąś parodią.





Znajomi:
Skecze w "Goodness Gracious Me" są najczęściej w wykonaniu czwórki aktorów: Sanjeeva Bhaskara, Kulvindera Ghira, Meery Syal i Niny Wadii. Obydwie panie wystąpiły w "Doktorze" (odcinki "The Eleventh Hour" (Wadia) oraz "Cold Blood" i "The Hungry Earth" (Syal)). Syal i Bhaskar (którzy zresztą prywatnie są małżeństwem) pojawili się także na chwilę w zakręconej bollywoodzkiej komedii "Jhoom Barabar Jhoom" -- zapewne jako ukłon od indyjskich filmowców w stronę indyjskiej społeczności w Wielkiej Brytanii, gdzie dzieje się akcja filmu. W ramach ciekawostki dodam też, że Bhaskara obsadzono również w roli Króla Artura w musicalu na podstawie "Monty Pythona i Św. Graala" -- "Spamalot" -- wystawianym na West Endzie. A skoro już przy tym jestem, polecę też samo "Spamalot", które grają też w gdyńskim Teatrze Muzycznym (oczywiście w innej obsadzie...).

"Goodness Gracious Me" na:
IMDb
Wikipedii
Filmwebie

Pierwszy sezon na YT, trochę pocięty.

piątek, 16 września 2011

Ashes to Ashes (2008-2010)



Mimo zakończenia serialu "Life on Mars", jego twórcom najwyraźniej żal było porzucać postać Gene'a Hunta. Postanowili więc nakręcić o nim nowy serial, choć w zmienionych dekoracjach: tym razem rzecz się dzieje w Londynie (choć znani z "Life on Mars" policjanci nadal mówią z manchesterskim akcentem) i w latach 80. To do nich, a konkretnie do roku 1981, zostaje przeniesiona policjantka Alex Drake -- żeby było ciekawiej, zajmująca się śledztwem w sprawie zniknięcia bohatera "Life on Mars" Sama Tylera. Znów więc mamy pytanie o to, co się właściwie dzieje z główną bohaterką, jej starcie z Huntem (choć tu wzbogacone o tak zwaną chemię), odtworzone (choć podobno nie bez błędów) realia epoki, łącznie z ówczesną muzyką, tytuł zaczerpnięty od Davida Bowie'ego -- no i oczywiście samego Gene'a Hunta, który nie tylko pozostaje large ham, ale dodatkowo ma tu wejście, jak, nie przymierzając, bollywoodzki gwiazdor.

Spotkałam się z różnymi zdaniami na temat tego serialu -- niektórzy uważają go za lepszy, inni za gorszy od "Life on Mars". Osobiście należę do tej drugiej grupy: "Ashes to Ashes" nie ma już tej atmosfery, co pierwowzór. Choć nadal jest to serial bardzo dobry, na tyle, że z czystym sumieniem mogę go polecić.

Znajomi:
Jest nimi oczywiście policyjna ekipa, ta sama -- z niewielkimi zmianami -- co w "Life on Mars", z Philipem Glenisterem w roli Gene'a Hunta na czele. Główną rolę Alex Drake gra Keeley Hawes, odtwórczyni jednej z głównych ról w pierwszych trzech sezonach "Spooks", a prywatnie jedna połowa aktorskiego małżeństwa, którego drugą połowę stanowi Matthew Macfadyen. On zresztą też pojawia się tu na chwilę, w wyjątkowo niekorzystnej fryzurze, w odcinku 1x07. Mamy tu też Daniela Maysa ("Made in Dagenham", "Hustle" odc. 6x05, czy bardzo świeży, bo sprzed dwóch tygodni odcinek "Doktora" -- "Night Terrors") jako demonicznego nemezis Hunta w sezonie trzecim, a także między innymi Zoe Telford (Alison w "Absolute Power", Abigail w "The Palace") w odcinku 3x04 czy Stephena Campbella Moore'a ("Angielska robota", "The History Boys", "Hustle" odc. 3x03) w kilku odcinkach w sezonie pierwszym.

"Ashes to Ashes" na:
IMDb
Wikipedii
Filmwebie

Oficjalna strona

Parodia, polecana szczególnie wielbicielom "Top Gear":)

środa, 14 września 2011

Jeeves and Wooster (1990-1993)



Kolejna pozycja w dorobku pary Hugh Laurie -- Stephen Fry. Tym razem wzięli się za adaptację książek angielskiego pisarza P. G. Wodehouse'a. Wodehouse, autor 96 książek oraz kilku musicali i filmowych scenariuszy, specjalizował się w opisywaniu, w dowcipny sposób, perypetii angielskiej arystokracji lat międzywojennych. Arystokracja, jak to arystokracja, wiedzie żywot próżniaczy, a jej codzienne problemy znacznie odbiegają od codziennych problemów tak zwanych zwykłych ludzi -- sprowadzają się zwykle do obłaskawiania groźnych ciotek straszących odcięciem źródeł gotówki oraz wyplątywaniem się z nieopatrznie złożonych obietnic małżeństwa (przedstawione tu zwyczaje godowe tej grupy ludzi są doprawdy niepojęte!). Najbardziej znaną z powieściowych serii Wodehouse'a jest ta opowiadająca o bogatym, acz niezbyt bystrym Bertie'em Woosterze i jego służącym (gentleman's personal gentleman) -- Jeevesie. Bertie i jego koledzy mają niebywały talent do pakowania się w tarapaty, z których Jeeves musi ich zawsze ratować. Będąc służącym idealnym, niezawodnym oraz nieprawdopodobnie sprytnym i zaradnym, Jeeves zwykle nie ma z tym kłopotów. Większe kłopoty miewa natomiast z garderobą swojego pracodawcy, który co chwila wyskakuje z jakimiś nowomodnymi fanaberiami, będącymi dla Jeevesa po prostu nie do zaakceptowania. A nikt nie potrafi włożyć takiego ładunku dezaprobaty w słowa "Indeed, sir?", jak Jeeves!

Znajomi:
Bertiego Woostera gra Hugh Laurie, Jeevesa -- Stephen Fry. Jak wynika z przytoczonego powyżej wywiadu, brano pod uwagę odwrotne obsadzenie tych postaci, ale prawdę mówiąc zupełnie sobie tego nie wyobrażam! Panowie pasują do swoich ról idealnie. Szkoda, nawiasem mówiąc, że wspomniany w tym samym wywiadzie projekt ekranizacji przygód Sherlocka Holmesa z Fry'em i Laurie'em w głównych rolach najwyraźniej nie wypalił. Może jakąś namiastką będzie to, że Fry zagra Mycrofta w drugiej części "Sherlocka Holmesa" Guya Ritchiego.

"Jeeves and Wooster" na:
IMDb
Wikipedii
Filmwebie

Pierwsza część na YT

niedziela, 11 września 2011

The Palace (2008)



Nie jest to może serial wybitny -- opinię tę zdają się podzielać producenci, którzy nie zdecydowali się kontynuować go poza pierwszą serię, albo bardziej widzowie, którzy nie zapewnili dość dużej oglądalności. Ale można obejrzeć, jak kogoś na przykład interesuje życie wyższych sfer, i to najwyższych z możliwych: brytyjskiej rodziny królewskiej. Mamy tutaj fikcyjną wersję tej rodziny, składającą się z królowej matki i jej czwórki dzieci: wciąż knującej niecne plany, ale niepozbawionej też pewnych racji Eleonory, wiecznie imprezujących Ryszarda i George'a oraz najmłodszej Izabeli, głównie zajmującej się konsumpcją różnego rodzaju używek. Serial zaczyna się od nagłej śmierci ojca tej wesołej gromadki, króla, w wyniku czego starszy z książąt, Ryszard, musi nagle przestać imprezować i zająć się sprawami wagi państwowej. Dalszy ciąg serialu opowiada o tym, na ile mu się to udaje, a także o różnych politycznych przepychankach, perypetiach personelu dworu różnych szczebli, wyskokach George'a i Izabeli, frustracji królowej matki z powodu nagłej utraty znaczenia oraz machinacjach Eleonory w celu skompromitowania brata i przejęcia po nim tronu. A przy okazji można sobie podpatrzyć najróżniejsze dworskie ceremoniały i zastanowić się, na ile jest na nie jeszcze miejsce w XXI wieku. Pozostaje pytanie, na ile całość ma się do jakiejkolwiek rzeczywistości polityczno-społecznej -- podejrzewam, ale brak mi wiedzy, żeby stwierdzić to z pewnością, że nie za wiele, można więc równie dobrze potraktować całość jako rodzaj fantastyki w bogatych dekoracjach i kostiumach.

W ramach ciekawostki jeszcze dodam, że "The Palace" kręcono na Litwie, a tylko szerokie ujęcia Pałacu Buckingham i innych charakterystycznych miejsc -- w Londynie.

Znajomi:
Jest ich tu mnóstwo. W głównej roli króla Ryszarda występuje niejaki Rupert Evans, chłopię o fizjonomii przypominającej skrzyżowanie Brada Pitta z Williamem Moseleyem, którego kojarzyć można z roli Franka Churchilla w "Emmie". W roli jego asystentki Abigail -- Zoe Telford (Alison w "Absolute Power"), a asystenta księżniczki Eleonory -- David Harewood ("Doktor" -- "The End of Time", "Hustle" -- 7x05); sama księżniczka (Sophie Winkleman, mająca zresztą królewskie powiązania, bo jest żoną syna księcia Kentu, kuzyna królowej Elżbiety II) pojawiła się w "Kingdom" (3x01), a także na chwilę w "Opowieściach z Narni", jako dorosła wersja Zuzanny Pevensie. Jane Asher, czyli królowa matka, grała -- również wdowę -- w "Śmierci na pogrzebie" ("Tea can do many things, Jane, but it can't bring back the dead."). Wśród personelu dworu mamy zaś m.in. Jonty'ego (Lorcan Cranitch), którego zobaczyć można było w "Spooks" (1x06 i 2x01), sir Iaina (Roy Marsden) w "Doktorze" (odc. "Smith and Jones"), pokojówkę Ruby (Kate O'Flynn) w "Kingdom", a jej chłopaka Vinny'ego (Amit Shah) w "Hustle" (6x06).

"The Palace" na:
IMDb
Wikipedii
Filmwebie

Pierwszy odcinek na YT

czwartek, 8 września 2011

Zapowiedzi: Druga seria "Sherlocka"





I ostatnia z dzisiejszych zapowiedzi. Niestety -- tym razem premiera jest bardziej oddalona w czasie, serial mają bowiem wyemitować dopiero w przyszłym roku z uwagi na zbytnie zaangażowanie obydwu głównych aktorów w produkcję "Hobbita".

Zapowiedzi: Dziesiąta seria "Spooks"





Tymczasem, konkurencyjne BBC tego samego 18 września planuje rozpocząć emisję dziesiątej -- ostatniej -- serii "Spooks".

Zapowiedzi: Druga seria "Downton Abbey"



Premiera drugiej serii -- 18 września. Dziać się ma w czasie I wojny światowej (jakby ktoś miał jeszcze wątpliwości po obejrzeniu zwiastuna). Wyczytałam też zapowiedzi, że nakręcona zostanie również seria trzecia, która będzie się dziać już po wojnie. Trochę więcej o samym serialu napiszę przy innej okazji.

wtorek, 6 września 2011

Kingdom (2007-2009)



Kolejny serial z Fryckiem. Tym razem gra on tytułowego Petera Kingdoma, prawnika w małym, ale bardzo malowniczym angielskim miasteczku Market Shipborough. Zajmuje się tam różnymi, mniej lub bardziej nietypowymi problemami prawnymi i życiowymi tamtejszych mieszkańców, zawirowaniami swojej siostry Beatrice oraz zagadką zniknięcia swojego brata Simona. Pełno w tym serialu ciepła, humoru, pięknych zdjęć oraz kolorowych krawatów Petera, wszystko jednak bije na głowę jego samochód Alvis TE 21, który jest po prostu przepiękny!

Nakręcono trzy sezony "Kingdom" (brytyjskie sezony, czyli po 6 odcinków) i najwyraźniej planowano czwarty, bo ostatni odcinek trzeciego sezonu kończy się cliffhangerem, ale potem z jakiegoś powodu zdecydowano się jednak serialu nie kontynuować i całość kończy się w sposób nagły i niespodziewany.

Znajomi:
Oprócz wspomnianego już Frycka mamy tu na przykład Hermione Norris, która w "Spooks" grała twardą agentkę Ros Myers, a tu -- kapryśną i niezrównoważoną Beatrice. Jest tu także Celia Imrie (jedna z "Dziewczyn z kalendarza") jako sekretarka Petera Gloria, kolega Stephena Fry'a z Cambridge Footlights, Tony Slattery jako pan Snell oraz pojawiający się w "Doktorze" (odc. "Human Nature" i "Family of Blood") Gerard Horan jako lokalny szef policji. A w jednym z odcinków pojawiają się nawet bracia Weasleyowie, czyli James i Oliver Phelpsowie.

"Kingdom" na:
IMDb
Wikipedii
Filmwebie

Pierwsza część na YT

czwartek, 1 września 2011

Made in Dagenham (2010)



À propos filmów, których nie będziemy mieli okazji zobaczyć w polskich kinach, trudno się doszukać daty polskiej premiery niniejszego filmu. A szkoda. Jeśli napiszę, że "Made in Dagenham" to rozgrywający się w latach 60. film o walce o prawa pracownicze, może nie zabrzmi to zbyt zachęcająco. Zatem uściślę, że to film o walce kobiet fabryki Forda w Dagenham o zrównanie ich płac z płacami mężczyzn, a tym samym o traktowanie jako równych partnerów -- w pracy i poza nią. Historia podnosząca na duchu i zgrabnie opowiedziana. Nie jest to może arcydzieło, ale z pewnością rzecz przyjemna i niegłupia. A poleciła mi ją Czytaczka Monika, za co jej niniejszym dziękuję.

Znajomi:
"Made in Dagenham" wyreżyserował Nigel Cole, któremu zawdzięczamy m.in. "Dziewczyny z kalendarza". Główną rolę gra tu Sally Hawkins, jej męża zaś -- niejaki Daniel Mays, którego można było zobaczyć na przykład w "Hustle" (6x05) czy w różnorakich filmach ("Angielska robota", "Pokuta", "Vera Drake"). Poza tym mamy tu m.in. Boba Hoskinsa, śliczną Rosamund Pike ("Duma i uprzedzenie" 2005, "Śmierć nadejdzie jutro", "An Education") i pięknookiego Ruperta Gravesa ("Sherlock", "Śmierć na pogrzebie") oraz Mirandę Richardson (królowa Elżbieta w "Czarnej Żmii", między innymi) w roli ognistej pani minister.

"Made in Dagenham" na:
IMDb
Wikipedii
Filmwebie