czwartek, 31 maja 2012

Zapowiedzi: "The Hollow Crown"


BBC zabiera się w tym roku za adaptacje Szekspira, a konkretnie "Ryszarda II", obu części "Henryka IV" i "Henryka V". Co za rozmach, co za obsada! Już się nie mogę doczekać.

niedziela, 27 maja 2012

The Hour (2011-2012)

 

Jest rok 1956, czas dyskusyjnego wzornictwa, raczkującego telewizyjnego dziennikarstwa politycznego oraz papierosów kopconych zawsze i wszędzie, nawet w łazience czy stołówce. Grupa pracowników BBC -- wśród nich zdolny, ale niezbyt fotogeniczny i zupełnie niedyplomatyczny Freddie, mianowana na producentkę Bel i mający być twarzą nowego programu Hector -- próbuje swoich sił tworząc nowy, rewolucyjny program informacyjny. Zamiast przedstawiać widzom ciąg kronik filmowych, chcą przekazywać aktualne wiadomości, prowadzić wywiady z ważnymi dla polityki ludźmi oraz, o zgrozo, komentować decyzje polityczne. Nie będzie łatwo -- muszą zetrzeć się nie tylko z ograniczeniami prawnymi, Układem, mizoginizmem i osobistymi przepychankami, ale na dodatek jeszcze z zimnowojenną intrygą szpiegowską. A w tle rozgrywa się wielka historia: kryzys sueski i powstanie na Węgrzech.

Spotkałam się z komentarzami, że "The Hour" to brytyjska odpowiedź na "Mad Men" -- nie widziałam tego ostatniego, więc trudno mi to potwierdzić albo zaprzeczyć. Po przeczytaniu kilku opisów stwierdzam, że nie wygląda, żeby seriale te mały za wiele punktów wspólnych -- nawet chyba nie jest to ten sam gatunek -- ale być może opisy, jak to często bywa, są mylące. W każdym razie, "The Hour" to serial dobrze napisany i zagrany, z klimatycznymi zdjęciami i muzyką, a miejscami trzymający w napięciu, jak na thriller polityczny przystało. Bardzo mnie ciekawi, co też twórcy wymyślą na drugi sezon.

Znajomi:
Główne role grają Ben Whishaw, Romola Garai (Emma z wersji z 2009), Dominic West i Anna Chancellor (m.in. "Duma i uprzedzenie" 1995, "Spooks", "Hustle" -- odc. 7x01), pojawia się tu też m.in. Owen z "Torchwood" czy Moriarty z "Sherlocka".

"The Hour" na:


czwartek, 17 maja 2012

Zapowiedzi: "Elementary"



Tego serialu jeszcze nie polecam, ponieważ jeszcze go nie wyemitowano, a więc nie wiem, czy będzie dobry -- raczej wspominam o nim jako o ciekawostce. Jest to kolejna, po "Sherlocku" BBC, uwspółcześniona wersja przygód Sherlocka Holmesa, tym razem dodatkowo przeniesiona na Manhattan. Holmesa gra Jonny Lee Miller (pan Knightley z "Emmy" 2009), a Watson, okazuje się, była kobietą. Z jednej strony jestem ostatnią osobą, która by przedkładała produkcje amerykańskie nad brytyjskie, ale z drugiej -- twórca "Sherlocka", Steven Moffat, już powszechnie wyraża swoje oburzenie tym, jakoby pomysł został od niego ściągnięty, a jak coś wkurza Moffata, to jak najbardziej jest to dla mnie argument, żeby dać temu szansę. Tym bardziej, że druga seria "Sherlocka" pozostawiła we mnie taki niesmak, że nie sądzę, żeby cokolwiek, jak bardzo by Amerykanie nie namieszali, go przebił.


poniedziałek, 7 maja 2012

Miss Pettigrew Lives for a Day (2008)


Tytułowa panna Pettigrew, wytwór wyobraźni angielskiej pisarki Winifred Watson, jest starą panną i raczej kiepską guwernantką. Nie znosi swojej pracy, nie ma oparcia w rodzinie ani przyjaciołach -- ponieważ nie posiada ani jednych, ani drugich -- nie ma za co zapłacić czynszu, a na dodatek właśnie po raz kolejny straciła pracę. W tym ponurym momencie swojego życia trafia na posadę u niejakiej panny Delysii Lafosse, młodej, pięknej kobiety żyjącej pełnią życia, aspirującej aktorki, tymczasem śpiewającej w klubie nocnym, romansującej na raz z trzema mężczyznami i ogółem stanowiącej zaprzeczenie wszystkich zasad, które wpajano pannie Pettigrew przez całe dzieciństwo i młodość oraz według których żyła od tamtej pory. Ale za to o złotym sercu. Tak zaczyna się pełna humoru, przyjęć, muzyki jazzowej oraz pięknych i dobrze ubranych ludzi opowieść o jednym dniu z życia panny Pettigrew, który to dzień owo życie całkiem odmieni.

Niniejsza ekranizacja jest całkiem udana, choć wprowadza do oryginalnego tekstu kilka modyfikacji. Niektóre z nich są neutralne albo nawet korzystne, na przykład dodanie politycznego kontekstu zbliżającej się lada chwila drugiej wojny światowej, który wprowadza do akcji nieco powagi. Inne znów mi się nie podobają, szczególnie zmiany, które dotknęły pannę Dubarry (jedna negatywna postać scenarzystom nie wystarczyła?), Michaela (który z postaci pełnej humoru i ironii stał się jęczącym z miłości romantycznym kochankiem -- co za nuda!) i trochę również Delysię (mam wrażenie, że poziom jej IQ spadł nieco w porównaniu z książką), a przede wszystkim -- zakończenie, w którym dużo bardziej jednoznacznie niż w literackim oryginale rozwiązaniem wszelkich problemów okazuje się uwieszenie ramienia odpowiedniego mężczyzny. A to nigdy nie jest zmiana w dobrym kierunku. Mimo to jednak, zarówno książka, jak i jej adaptacja, są godne polecenia (książka bardziej).

Znajomi:
Jak na angielską adaptację angielskiej książki zaskakująco dużo tu Amerykanów: główne role grają Frances McDormand, Amy Adams i Lee Pace (ten z "The Fall" i "Pushing Daisies"). Poza tym jest tu między innymi Ciarán Hinds, Mark Strong (oczywiście w negatywnej roli, jakżeby inaczej), Shirley Henderson ("Tristram Shandy", "Doktor" -- odc. "Love and Monsters") czy Christina Cole ("Emma" 2009, "Lost in Austen", "Doktor" -- odc. "The Sheakspeare Code"). A całość wyreżyserował Bharat Nalluri, odpowiedzialny między innymi za reżyserowanie i scenariusze do "Hustle", "Spooks" czy "Life on Mars".

"Miss Pettigrew Lives for a Day" na: