czwartek, 17 maja 2012

Zapowiedzi: "Elementary"



Tego serialu jeszcze nie polecam, ponieważ jeszcze go nie wyemitowano, a więc nie wiem, czy będzie dobry -- raczej wspominam o nim jako o ciekawostce. Jest to kolejna, po "Sherlocku" BBC, uwspółcześniona wersja przygód Sherlocka Holmesa, tym razem dodatkowo przeniesiona na Manhattan. Holmesa gra Jonny Lee Miller (pan Knightley z "Emmy" 2009), a Watson, okazuje się, była kobietą. Z jednej strony jestem ostatnią osobą, która by przedkładała produkcje amerykańskie nad brytyjskie, ale z drugiej -- twórca "Sherlocka", Steven Moffat, już powszechnie wyraża swoje oburzenie tym, jakoby pomysł został od niego ściągnięty, a jak coś wkurza Moffata, to jak najbardziej jest to dla mnie argument, żeby dać temu szansę. Tym bardziej, że druga seria "Sherlocka" pozostawiła we mnie taki niesmak, że nie sądzę, żeby cokolwiek, jak bardzo by Amerykanie nie namieszali, go przebił.


2 komentarze:

Kolleander pisze...

Gdyby zebrać wszystko, co obejrzałam z tego serialu, może wyjdzie ze dwa odcinki z kawałkiem (oglądam np. pół jednego dnia, zapominam, że oglądam, a kolejne trzy ósme całkiem przypadkiem po tygodniu;).

Na razie mogę powiedzieć, że mam mieszane uczucia i wrażenie, że to nic nadzwyczajnego. Ten Sherlock jest następcą House'a, Sherlocka BBC i Sherlocka w wersji RDJ'a czyli bardzo bezpośrednich, nieco autystycznych geniuszy bez uczuć społecznych i wielu innych uczuć. Tak jak mnie to w miarę bawiło we wcześniejszych przypadkach, tutaj wydaje mi się się dziesiątą wodą po kisielu. Tym razem Holmes okazuje się mężczyzną bardzomęskim (poznajemy go, o ile pamiętam, po nocy spędzonej z kobietą; wydaje mi się, że ledwo ją zna).

Za Lucy Liu też nigdy przepadałam. Postać, którą gra, denerwuje ciągłym wymaganiem od Sherlocka przystąpieniem do terapii (MUSISZ zacząć rozmawiać o twoich problemach Sherlocku! Na pewno twoje problemy wynikają z trudnych przeżyć!!).

Ogólnie intrygi też mnie szczególnie nie zainteresowały... Może przez to, że oglądam zwykle jednym okiem, może nie. Dużo ludzi chwali - istnieje prawdopodobieństwo, że mają rację;)

martencja pisze...

@"oglądam np. pół jednego dnia, zapominam, że oglądam, a kolejne trzy ósme całkiem przypadkiem po tygodniu;)"

To widzę, że bardzo wciągający serial;)

Jeżeli o mnie chodzi, to obejrzałam wszystkie 17 dotychczas wyemitowanych odcinków. I uczucia też mam mocno mieszane. Jeżeli chodzi o zagadki kryminalne, są mocno średnie. O ile pamiętam, w pilocie bohaterowie nie znajdują nawet dowodu pogrążającego mordercę! W jednym z następnych odcinków też np. morderca zostawia sobie beztrosko zatrutą sałatkę na blacie w kuchni ofiary. Ale, z drugiej strony, zwykle nie oglądam seriali dla intryg kryminalnych. No i przynajmniej nie ma tu Moriarty'ego jako geniusza zbrodni przewijającego się w tle co pół godziny!

Zgadzam się też z Tobą, że serial jest miejscami mocno przegadany. Z drugiej strony, rozumiem, że nalegania Watson na zwierzenia i uczestnictwo w terapiach jest częścią pracy, do której została zatrudniona - wspierania Sherlocka w wyjściu z nałogu.

Co natomiast mi się w tym serialu podoba, to bohaterowie. Sherlock, oczywiście, jest nadal arogantem o ponadprzeciętnej inteligencji (i nie widzę w tym akurat dziesiątej wody po kisielu, jak to nazwałaś, tylko prosty fakt, że serial ten ma być adaptacją tego samego materiału wyjściowego, co pozostałe wymienione przez Ciebie seriale/filmy (inspiracją w przypadku "House'a"). Innymi słowy, niearogancki, nieantyspołeczny Sherlock nie byłby Sherlockiem - chyba nie dało się tego zrobić inaczej). Ale! Co różni go od pozostałych Sherlocków/House'ów i za co zyskuje u mnie dużego plusa, to to, że jest w stanie odczuwać, a nawet okazywać szacunek innym ludziom, a czasem też przeprosić za swoje nieodpowiednie zachowania. I nie jest pokazywany jak nieomylny bóg, wokół którego wszyscy muszą chodzić na paluszkach (co mnie niezmiernie wkurza w wersji BBC). Watson z kolei nie ma zamiaru przyjmować bez mrugnięcia okiem wszystkich aspołecznych zachowań Sherlocka i nie przypomina wiernego pieska zapatrzonego w swojego pana, którego mamy w wersji BBC i wielu innych adaptacjach. Podobnie np. kapitan Gregson. No nie wiem, jakoś polubiłam tych bohaterów:)

Przy tym wszystkim jednak nie bardzo wiem, co to wszystko ma jeszcze wspólnego z literackim oryginałem - równie dobrze można by bohaterom zupełnie pozmieniać imiona i nazwiska, wyszłoby na zupełnie to samo.

@"Tym razem Holmes okazuje się mężczyzną bardzomęskim (poznajemy go, o ile pamiętam, po nocy spędzonej z kobietą; wydaje mi się, że ledwo ją zna)."

O ile pamiętam, to była prostytutka, więc raczej jej nie zna:) I według mnie nie miało to pokazać, że jest bardzomęski, tylko że nie ma zbudowanych "normalnych" międzyludzkich relacji.

Podsumowując: średni serial z fajnymi bohaterami:)

M.