Pokazywanie postów oznaczonych etykietą James Stewart. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą James Stewart. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 marca 2014

Harvey (1950)


W kąciku staroci i klasyków dzisiaj opowieść, która swój tytuł bierze od tego z jej bohaterów, którego nie tylko nigdy nie widzimy na ekranie, ale którego istnienia nawet nie jesteśmy pewni. Jeżeli wierzyć głównemu bohaterowi filmu i sztuki, na podstawie której go oparto, Elwoodowi P. Dowdowi, Harvey to wielki królik i jego najlepszy przyjaciel, który towarzyszy mu stale w domu i wędrówkach po mieście, z którym przesiaduje w barach i prowadzi rozmowy, ku konsternacji przechodniów i rozpaczy rodziny -- kłopot bowiem w tym, że oprócz Elwooda nikt Harveya nie widzi ani nie słyszy.

Spośród wielu świetnych kwestii, które padają w tym filmie -- pełnym dialogów zarówno błyskotliwych, jak i poruszających -- ta zapadła mi w pamięć od pierwszego oglądania:* "Years ago my mother used to say to me," -- mówi Elwood do uznanego psychiatry -- "she'd say, 'In this world, Elwood, you must be (...) oh so smart or oh so pleasant.' Well, for years I was smart. I recommend pleasant. You may quote me." Kryje się w niej streszczenie filmu i zarazem jego morał. Elwood swoim podejściem do świata pełnym optymizmu i przyjaznych uczuć, zawsze zakładającym u innych dobrą wolę i pałającym szczerą chęcią ich zadowolenia i zaspokojenia ich pragnień, jest dla otoczenia najzupełniej rozbrajający. Skonfrontowani z tym dobrodusznym człowiekiem i jego niewidzialnym przyjacielem uznają go za niespełna rozumu, wpadają w desperację (jak siostra Elwooda), próbują jego zachowanie racjonalizować (jak młody psychiatra), albo są po prostu zbici z tropu -- ale zmieniają się. I prawie wszyscy, prędzej czy później, mu zazdroszczą. Choć Elwood uchodzi za szalonego, wydaje się najmądrzejszym z bohaterów tej opowieści. Jest to film niezwykle ciepły i optymistyczny, a przy tym błyskotliwy i zabawny.

* Nawet mimo że jestem zupełnie niezdolna do wprowadzania jej w życie.

Znajomi:
Główną rolę gra -- świetnie -- James Stewart.

"Harvey" na:

poniedziałek, 7 listopada 2011

The Shop Around the Corner (1940)



Za jedno z fajniejszych dokonań w gatunku komedia romantyczna uważam dobrze znany szerszej publiczności film "Masz wiadomość". Nieco mniej znany jest fakt, że film ten jest -- bardzo luźną -- adaptacją węgierskiej sztuki "Parfumerie" autorstwa niejakiego Miklósa László z 1937 roku. Oraz że sztuka ta została już wcześniej, w 1940, zekranizowana przez Ernsta Lubitscha.

Właściwie trudno jest porównywać te dwa filmy, bo Nora Ephron tyle w materiale wyjściowym pozmieniała, że wspólne mają ze dwie sceny oraz samą wyjściową ideę dwójki bohaterów, którzy w realu bardzo się czubią, a pod pseudonimami wymieniają ożywioną korespondencję -- choć oczywiście w filmie Lubitscha jest to korespondencja listowa, nie mejlowa. A bohaterowie nie są właścicielami księgarni, a subiektami w jednym budapesztańskim sklepie -- bo rzecz, tak jak w sztuce, dzieje się w Budapeszcie: bohaterowie mają węgierskie nazwiska, szyldy i napisy też są (w większości) po węgiersku (widzisz, Hollywoodzie? Można! Nie wszystko musi zawsze przydarzać się Amerykanom, żeby amerykański widz zrozumiał!). Fabuła i postaci są tu wprawdzie mniej rozbudowane, niż w "Masz wiadomość", czuć wyraźnie teatralny rodowód (np. prawie całość akcji, z wyjątkiem dwóch scen, dzieje się w tytułowym sklepie lub przed nim), ale za to film ma dużo więcej wdzięku, no i dialogi takie jak ten:

- Mr. Kralik, it's true we are in the same room, but we're not on the same planet.
- Miss Novak, although I'm the victim of your remark, I can't help admiring the exquisite way you have of expressing yourself. You certainly know how to put a man on his planet.

Znajomi:
Główne role grają tu Margaret Sullavan i James Stewart.

"The Shop Around the Corner" na:
IMDb
Wikipedii
Filmwebie