Serial na podstawie powieści pod tym samym tytułem Kena Folletta, której, przyznaję, nie czytałam. Rzecz dzieje się w Anglii czasów tak zwanej Anarchii (1135–1154), czyli wojny domowej między zwolennikami dwojga pretendentów do tronu: cesarzowej Matyldy i króla Stephena. Czyli dokładnie w tym samym czasie, co
"Cadfael" -- a jednak jakby w zupełnie innym. Nie ma tu dobrodusznego braciszka, gotowego (a może bardziej: będącego w stanie) roztoczyć nad każdym opiekę (choć i tu jest benedyktyn rodem z Walii), ani przedstawicieli prawa zainteresowanych dociekaniem i obroną sprawiedliwości. Wręcz przeciwnie: jest chaos i bezprawie wojny, ukazywane nam na ekranie w postaci rzezi, gwałtów, odcinanych części ciała i bryzgającej krwi, jest poczucie, że to, co dobre i szlachetne musi zginąć w konfrontacji z tym, co bezwzględne, wyrachowane i brutalne. A jednocześnie, dla widza, który przetrzyma to wszystko i doogląda do końca: iskra nadziei i refleksja nad tym, co jest wartością nieprzemijającą, a co tylko marnością i pogonią za wiatrem.
Akcja serialu toczy się wokół usiłowań pozytywnych bohaterów wybudowania nowej katedry w fikcyjnym Kingsbridge i -- z drugiej strony -- negatywnych bohaterów im w tym przeszkodzenia. W tle zaś przeplatają się najróżniejsze wątki polityczne i osobiste, a nawet artystyczne: do Anglii wkracza gotyk, by zastąpić mrok architektury romańskiej światłem i strzelistością.
Muszę przyznać, że co jakiś czas oglądając ten serial zastanawiałam się nad prawdziwością twierdzenia, jakoby w niektórych współczesnych produkcjach głównym środkiem, za pomocą którego usiłuje się osiągnąć wierność historyczną, jest nagość i przemoc (a nie, na przykład, uzębienie odbiegające od śnieżnobiałego, idealnie równego standardu:P). No i nie da się ukryć, że twórcy namieszali trochę w faktach historycznych (na przykład, palenie na stosie za kradzież?? A nawet za czary -- w XII wieku? Nie ma to jak jechać autopilotem po stereotypowych wyobrażeniach średniowiecza). Podobno namieszali też w materiale wyjściowym, to znaczy serial odbiega od powieści, ale to już nie mnie oceniać. Mimo to jednak "Filary Ziemi" to serial trzymający widza przy sobie, pozwala podziwiać całe stado dobrych aktorów i ma rozmach godny filmu kinowego. I piękne kostiumy! Ach, te jedwabie, te hafty, te -- z drugiej strony -- surowe faktury i znoszone materiały na granicy podarcia! A ujęcia budowanej katedry, chociaż, owszem, wyglądają trochę sztucznie, to jednocześnie budzą zazdrość, że nie widzieliśmy tych wnętrz zanim kamień, z którego je zbudowano, ściemniał i zszarzał...
Znajomi:Serial wyprodukowali bracia Ridley i Tony Scottowie. Grają tu na przykład Donald Sutherland, Ian McShane i Rufus Sewell oraz Drętwy Matthew! Poza tym na przykład Tony Curran (Vincent Van Gogh z
"Doktora"), Robert Bathurst (pan Weston z
"Emmy", Sir Anthony z
"Downton Abbey") czy ten młody z czwartej części "Piratów z Karaibów", który przypomina mi takiego jednego kolegę;) Oraz autor powieści, Ken Follett, na chwilę w przedostatnim odcinku.
Jeżeli zaś chodzi o znajome miejsca, to jest to kolejna średniowieczna produkcja, którą kręcono pod Budapesztem (między innymi), więc widz zarówno "Cadfaela", jak i
"Robin Hooda", rozpozna tu niektóre kąty. A jakieś 2/3 napisów końcowych wypełniają węgierskie nazwiska.
"The Pillars of the Earth" na:IMDbWikipediiFilmwebie