Dzisiaj na blog zawitali Ryszard jako Doktor oraz Doktor jako Ryszard. Czy też vice versa. Serdeczne podziękowania dla utalentowanej Czytaczki Kolleander za obmyślenie i wykonanie nowego nagłówka!
niedziela, 13 kwietnia 2014
piątek, 28 marca 2014
Death Comes to Pemberley (2013)
Kolejna z wielu wariacji na temat twórczości Jane Austen. Akurat z tych inteligentniejszych, choć podejrzewam, że mogłaby nie spotkać się z aprobatą samej pisarki. Trzyodcinkowy serial "Death comes to Pemberley" jest ekranizacją powieści pod tym samym tytułem autorstwa P. D. James, sequela do "Dumy i uprzedzenia", w którym bohaterowie najsłynniejszej powieści Austen wplątani zostają w zagadkę morderstwa.
Nie jest to adaptacja zbyt wierna: ten sam jest punkt wyjścia i dojścia, ale droga, którą wydarzenia idą od jednego do drugiego jest raczej odmienna. I muszę powiedzieć, że ta w adaptacji chyba mi bardziej się podoba. Może dlatego, że serial obejrzałam zanim przeczytałam książkę. Ta ostatnia jest nieco wierniejsza stylowi Jane Austen i realiom epoki, ale rozwiązanie zagadki objawione jest -- zarówno nam jak i głównym bohaterom -- prawie w całości w ostatnim rozdziale. W serialu dochodzimy do niej stopniowo, przy aktywnym udziale bohaterów, z Elżbietą na czele, co dodaje akcji napięcia; poza tym, zapewne w tym samym celu, dodano więcej emocjonalnej dramy między postaciami. Ale w większości dobrej dramy, pokazującej między innymi, że tam, gdzie Austen zakończyła, na odnalezieniu się bohaterów nawzajem i ślubie, praca nad wzajemnymi relacjami i własnym charakterem się nie kończy: choć Austen zostawia nas z obietnicą, że żyli długo i szczęśliwie, James do spółki z twórcami z BBC przypominają, że tylko jeżeli bohaterowie nie przestaną pracować nad sobą samymi i wzajemnymi relacjami. Szczególnie w czasie kryzysu.
No i w książce nie padają tak piękne kwestie jak: "We must try to remain positive, my dear, and hope at least that he died in a duel."
Teraz nie pozostaje mi już nic innego, jak z niecierpliwością czekać na ekranizację "Dumy i uprzedzenia i zombie"!:)
Teraz nie pozostaje mi już nic innego, jak z niecierpliwością czekać na ekranizację "Dumy i uprzedzenia i zombie"!:)
Znajomi:
Między innymi Anna Maxwell Martin (która grała drugoplanową rolę w "North & South") w roli Elżbiety, Jenna Coleman (z "Doktora") jako jedna z jej sióstr, Lydia oraz Alexandra Moen (również "Doktor", a także "Hotel Babylon") jako druga, Jane. I śliczny Matthew Goode jako czarna owca familii, Wickham. Oraz The Cleaner:)
Tytułowe Pemberley gra tu natomiast Chatsworth House, który powtarza tym samym tę rolę z ekranizacji "Dumy i uprzedzenia" z 2005 r. Podobno to dlatego, bo sama Austen wymienia tę posiadłość w powieści, jako jedną z tych, które Elżbieta zwiedza w czasie wycieczek z wujostwem po Derbyshire.
"Death Comes to Pemberley" na:
IMDb
Wikipedii
Filmwebie
Tytułowe Pemberley gra tu natomiast Chatsworth House, który powtarza tym samym tę rolę z ekranizacji "Dumy i uprzedzenia" z 2005 r. Podobno to dlatego, bo sama Austen wymienia tę posiadłość w powieści, jako jedną z tych, które Elżbieta zwiedza w czasie wycieczek z wujostwem po Derbyshire.
"Death Comes to Pemberley" na:
IMDb
Wikipedii
Filmwebie
piątek, 7 marca 2014
Harvey (1950)
W kąciku staroci i klasyków dzisiaj opowieść, która swój tytuł bierze od tego z jej bohaterów, którego nie tylko nigdy nie widzimy na ekranie, ale którego istnienia nawet nie jesteśmy pewni. Jeżeli wierzyć głównemu bohaterowi filmu i sztuki, na podstawie której go oparto, Elwoodowi P. Dowdowi, Harvey to wielki królik i jego najlepszy przyjaciel, który towarzyszy mu stale w domu i wędrówkach po mieście, z którym przesiaduje w barach i prowadzi rozmowy, ku konsternacji przechodniów i rozpaczy rodziny -- kłopot bowiem w tym, że oprócz Elwooda nikt Harveya nie widzi ani nie słyszy.
Spośród wielu świetnych kwestii, które padają w tym filmie -- pełnym dialogów zarówno błyskotliwych, jak i poruszających -- ta zapadła mi w pamięć od pierwszego oglądania:* "Years ago my mother used to say to me," -- mówi Elwood do uznanego psychiatry -- "she'd say, 'In this world, Elwood, you must be (...) oh so smart or oh so pleasant.' Well, for years I was smart. I recommend pleasant. You may quote me." Kryje się w niej streszczenie filmu i zarazem jego morał. Elwood swoim podejściem do świata pełnym optymizmu i przyjaznych uczuć, zawsze zakładającym u innych dobrą wolę i pałającym szczerą chęcią ich zadowolenia i zaspokojenia ich pragnień, jest dla otoczenia najzupełniej rozbrajający. Skonfrontowani z tym dobrodusznym człowiekiem i jego niewidzialnym przyjacielem uznają go za niespełna rozumu, wpadają w desperację (jak siostra Elwooda), próbują jego zachowanie racjonalizować (jak młody psychiatra), albo są po prostu zbici z tropu -- ale zmieniają się. I prawie wszyscy, prędzej czy później, mu zazdroszczą. Choć Elwood uchodzi za szalonego, wydaje się najmądrzejszym z bohaterów tej opowieści. Jest to film niezwykle ciepły i optymistyczny, a przy tym błyskotliwy i zabawny.
* Nawet mimo że jestem zupełnie niezdolna do wprowadzania jej w życie.
Znajomi:
Główną rolę gra -- świetnie -- James Stewart.
"Harvey" na:
niedziela, 22 grudnia 2013
Miss Fisher's Murder Mysteries (2012- )
Zaplanowałam sobie obejrzenie dwóch dobrze się zapowiadających skandynawskich seriali, ale zdążyłam dotrzeć jedynie do połowy pierwszej serii jednego z nich, kiedy zaczęła się zima i w związku z tym oglądanie czegokolwiek skandynawskiego stało się zupełnie wykluczone. Przeciwnie, nadszedł czas na seriale eskapistyczne, kolorowe i dostarczające beztroskiej rozrywki. Ledwo zaczęłam się za czymś takim rozglądać, gdy Facebook podpowiedział mi polubienie strony serialu "Miss Fisher's Murder Mysteries". Zazwyczaj nie zwracam uwagi na fejsbukowe podpowiedzi, ale tym razem, po tym, jak wyskakiwała mi ona już któryś dzień z rzędu, w końcu zaintrygowała mnie na tyle, żeby sprawdzić, o co chodzi.
No i już wiem: chodzi o australijski serial detektywistyczny, adaptację serii powieści tamtejszej pisarki Kerry Greenwood, rozgrywających się w Melbourne w późnych latach 20. i opowiadających o niejakiej Phryne Fisher, kobiecie majętnej i bywałej w świecie, obdarzonej licznymi talentami i umiejętnościami, korzystającej z życia bez żadnych ograniczeń, o stylu życia i poglądach zgoła nieprzystających do początku zeszłego wieku. No i poza tym parającą się pracą detektywistyczną. Nie należy się po tym serialu spodziewać zbytniego realizmu: rozgrywa się on w świecie, w którym wszyscy bohaterowie prezentują się zawsze jak świeżo spod krawieckiej igły i od fryzjera, mimo gorącego australijskiego klimatu i oddawania się takim czynnościom jak pogonie za przestępcami, walki wręcz i z użyciem różnorakiej broni palnej oraz białej, wspinanie się po ścianach budynków czy oglądanie, nieraz dość krwawych, miejsc przestępstw; w którym morderstwa zdarzają częściej niż kradzieże rowerów, a całe Melbourne zdaje się mieć tylko dwóch policjantów, którym poza tym nie przeszkadzają cywile permanentnie wtrącający się w śledztwo, a wręcz są gotowi na żądanie tych cywilów rzucić posterunek i wyjechać pomagać w śledztwach na peryferiach; w którym bohaterka w niemal każdym odcinku objawia jakiś nowy talent (m.in. języki, śpiew, różnorakie rodzaje tańca, brawurowa jazda samochodem, pilotowanie samolotu, no i mistrzowskie posługiwanie się swoim nieodłącznym złotym rewolwerem i nożem ukrytym w pończosze) i równie często znajduje sobie nowych kochanków oraz w którym para bohaterów będzie się bujać z wzajemnym ku sobie się maniem przez dwa sezony i nic z tym nie zrobi oprócz okazjonalnego słania sobie znaczących spojrzeń i rzucania dwuznacznych komentarzy. To jest właśnie taki rodzaj serialu -- ale w tym jego czar. W tym oraz w pięknych kostiumach (ach, kreacje Phryne!) i dekoracjach, interesujących bohaterach -- w tym, jak to miło oglądać, dużej proporcji ciekawych postaci żeńskich -- błyskotliwych dialogach oraz ogólnym uroku radosnej beztroski epoki jazzu sprzed wielkiego kryzysu.
Skandynawskie seriale będą zatem musiały poczekać do wiosny, a tymczasem trzymam mocno kciuki za to, żeby australijska telewizja zdecydowała się na wyprodukowanie trzeciej serii przygód panny Fisher.
Znajomi:
Myślałam, że w australijskim serialu nie mam szans wypatrzyć żadnych znajomych, ale oto już w pierwszym odcinku pojawiła się Miranda Otto, czyli Eowina z adaptacji Władcy Pierścieni.
"Miss Fisher's Murder Mysteries" na:
niedziela, 24 listopada 2013
The Five(ish) Doctors Reboot (2013)
W nawiązaniu do wczorajszego 50. jubileuszu serialu "Doctor Who" nakręcono również półgodzinny udawany dokument o przygodach Petera Davisona, Colina Bakera i Sylvestra McCoya (z małym dodatkiem Paula McGanna i głosu Toma Bakera), aktorów grających Doktora w przeszłości, których nie zaproszono do udziału w jubileuszowym odcinku i o tym, jak usiłują się mimo wszystko dostać na plan. Zabawny, autoironiczny i z udziałem mnóstwa gości specjalnych (np. Petera Jacksona). Do obejrzenia na stronie BBC.
środa, 6 listopada 2013
Ambassadors (2013)
David Mitchell i Robert Webb to jeden z brytyjskich duetów komediowych. Razem nakręcili m.in. serial komediowy "Peep Show" (jakoś mnie nie wciągnął) oraz serie programów rozrywkowych ze skeczami. Serial "Ambassadors" to ich najnowszy wspólny projekt. Trochę też komedia, ale nie z takich zupełnie zwariowanych i pozbawionych poważnych elementów.
Jak tytuł częściowo podpowiada, fabuła serialu opowiada o losach brytyjskiej ambasady w fikcyjnym państwie w Azji Centralnej, jednej z byłych republik radzieckich, o nazwie Tazbekistan. Stosunkowo nowy na swoim stanowisku ambasador oraz jego nieco bardziej doświadczona, ale i tak czasem dość bezradna w starciu z miejscową rzeczywistością ekipa usiłuje tu jednocześnie zabezpieczyć brytyjskie interesy, ogarnąć dość niestabilną miejscową polityką i osobliwe zwyczaje oraz z sukcesem rywalizować z innymi ambasadami, głównie francuską i amerykańską.
Zazwyczaj z pewnym dystansem podchodzę do zachodnioeuropejskich prób opisania czegokolwiek umiejscowionego z grubsza między Berlinem a Lahaur, bo przeważnie próby takie opierają się głównie na szytymi grubymi nićmi stereotypach i założeniu, że i tak nikt o tych terenach nic nie wie ani go nie obchodzą, a zatem nie będzie się czepiać. Tutaj jednak, wydaje mi się, do tematu zabrano się bez (zbytniej) chęci pokazywania swojej wyższości, a choć miejscowe stosunki są przedstawione jako dziwaczne, to z drugiej strony tacy są w tym serialu także sami Brytyjczycy (deska do prasowania jednego z pomniejszych członków brytyjskiej rodziny królewskiej najlepszym przykładem). Fabuła jest zajmująca, z odpowiednią dawką wątków poważnych i zabawnych, a wykonanie dobre. I wcale bym się nie obraziła, gdyby w planach było więcej niż te dotychczasowe trzy odcinki.
Znajomi:
Oprócz wyżej wymienionych panów mamy tu między innymi Keeley Hawes jako żonę ambasadora oraz jej prywatnego męża, Matthew Macfadyena (aka Drętwego Matthew) jako londyńskiego zwierzchnika tytułowych ambasadorów, nazywanego przez nich Prince of Darkness, w skrócie POD.
Co zaś do lokalizacji, mam nieodparte wrażenie, że tazbecką stolicę udaje w tym serialu turecka Bursa, którą zdarzyło mi się na początku tego roku zwiedzić.
"Ambassadors" na:
sobota, 28 września 2013
Vicious (2013- )
Sitcom z Ianem McKellenem i Derekiem Jacobim w rolach głównych? Nie sądziłam, że coś takiego jest możliwe, ale skoro okazuje się, że nie tylko jest możliwe, ale nawet istnieje, prędzej czy później musiałam się z tym zapoznać. McKellen i Jacobi grają tu Freddy'ego i Stuarta, parę z prawie pięćdziesięcioletnim stażem, co do której nie wiadomo właściwie, czy bardziej się kochają, czy nie znoszą, bo cały wspólny czas zdają się wypełniać mniej lub bardziej wrednymi docinkami i złośliwościami, głównie sprowadzającymi się do wytykania sobie nawzajem podeszłego wieku. Galerię stałych postaci uzupełnia ich stara przyjaciółka Violet oraz sąsiad Ash, który jest obiektem atencji pozostałej trójki, ponieważ jest młody i atrakcyjny.
Mam mieszane uczucia wobec tego serialu. Z jednej strony okazja zobaczenia tak poważnych aktorów w czymś tak niepoważnym to nie lada gratka (szczególnie po Jacobim bym się tego nie spodziewała, do tej pory bowiem kojarzył mi się jedynie z Szekspirowskimi dramatami i "Cadfaelem"), a wredność ich dialogów i docinków -- zgodnie z tytułem serialu -- przemawia do mojej paskudnej natury. Miejscami bywa też tu autentycznie zabawnie. Z drugiej strony formuła serialu jest dość jednostajna, opierająca się na schemacie: złośliwość pod adresem Stuarta, złośliwość pod adresem Freddy'ego, molestowanie Asha, złośliwość pod adresem Violet. I tak w kółko. Jest to dość monotonne i miejscami ocierające się o granice dobrego smaku.
Znajomi:
Już wymienieni.
"Vicious" na:
Subskrybuj:
Posty (Atom)