piątek, 23 stycznia 2015

Zbrodnia (2014)


Jak wiadomo, rzadko mi się zdarza sięgać po polskie seriale. Dla tego zrobiłam wyjątek, bo dzieje się w moich okolicach -- w rodzinnej Gdyni i ukochanym Helu -- co tak rzadko zdarza mi się oglądać na ekranie. W końcu jak często mam szansę się czepiać, że w jednym ujęciu widzimy bohatera idącego w jedną stronę, a w następnym, chwilę potem, jest po przeciwnej...?

"Zbrodnia" (cóż za szalenie oryginalny tytuł, swoją drogą...) jest remakiem pierwszego sezonu szwedzkiego serialu "Morden i Sandhamn", który z kolei jest adaptacją powieści kryminalnej Viveki Sten "I de lugnaste vatten". Nie znam żadnej z wyjściowych pozycji, dlatego nie będę porównywać. Jednak szwedzki rodowód jest tu widoczny, mimo ciekawego pomysłu zaadaptowania historii do polskich warunków: na przykład każdy bohater ma domek letniskowy, a bohaterowie wciąż podróżują gdzieś łódkami, statkami i motorówkami (gdyby to naród szwedzki zamieszkiwał południowe wybrzeże Bałtyku, bardzo prawdopodobne, że głównym sposobem komunikacji między Półwyspem Helskim a miastami nad Zatoką Gdańską byłaby komunikacja morska. Że jednak zamieszkują je lądolubni Polacy, z Gdyni do Helu dostać się jest znacznie łatwiej samochodem). Z drugiej strony, twórcy polskiej wersji poczynili pewne wysiłki w celu wykorzystania lokalnych elementów, na przykład militarnej przeszłości Helu i wszechobecnych tam bunkrów. A Gdynia jest filmowana tak, żebyśmy ani na chwilę nie zapomnieli, że jesteśmy nad morzem: w niemal każdym ujęciu widać jeżeli nie je same, to chociaż dźwigi portowe lub przynajmniej Sea Towers. No tak, pokażmy widzowi z głębi lądu egzotykę!

Co do fabuły serialu, to jest ona mocno taka sobie. Mam szczerą nadzieję, że prawdziwi gdyńscy policjanci nie pracują tak, jak ci przedstawieni na ekranie. Nasz główny bohater, pan pożal się Boże komisarz, jest ostatnią ciapą, która ze względu na psychiczne rozsypanie w ogóle nie powinna być dopuszczona do tego rodzaju pracy, jest niesubordynowany i nie umie pracować w zespole ani wyszukiwać elementarnych dla śledztwa informacji oraz wyznaje złotą zasadę wszystkich ekranowych twardzieli: "prawdziwy mężczyzna nigdy nie prosi o wsparcie". Nie jest więc jakimś szczególnym zaskoczeniem, że wszystkich ważnych dla śledztwa odkryć dokonuje nie on, ale jego szkolna koleżanka, nieszczęśliwa żona bogatego gdyńskiego biznesmena o gwałtownej i niesympatycznej naturze. I właściwie to ona rozwiązuje zagadkę. Mam nadzieję, że po zakończeniu akcji serialu rzuci męża i założy prywatną agencję detektywistyczną, albo wstąpi do policji, żeby ją nauczyć, jak się rozwiązuje sprawy kryminalne bez wpadek na każdym kroku.

Podsumowując, serial wart obejrzenia tylko ze względu na krajobrazy.

"Zbrodnia" na:
IMDb
Filmwebie
Wikipedii

środa, 14 maja 2014

Once Upon a Time in Wonderland (2013-2014)


"Once Upon a Time in Wonderland" to spin-off serialu "Once Upon a Time". Przypomnijmy, że w oryginalnym serialu mamy najróżniejsze postaci ze znanych baśni i kilka z innych popularnych opowieści oraz zdolność do przenoszenia się między różnymi światami o różnym stopniu magiczności. Tytułowa Wonderland, Kraina Czarów -- ta od "Alicji w Krainie Czarów" -- w której dzieje się większość niniejszego serialu, jest właśnie jednym z tych światów. Bohaterowie są zaś mieszanką postaci głównie z "Alicji" i "Aladyna" (choć samego Aladyna tu nie spotkamy), choć i tu nie brak crossoverów między opowieściami. Co zaś do postaci z oryginalnego serialu, pojawiają się tu zaledwie dwie. Choć podobno postaci ze spin-offu mają się pojawić w jednym z przyszłych sezonów oryginału.

"Once Upon a Time in Wonderland" powtarza kilka z grzechów oryginału: jeszcze częściej mówi się tu, w sposób przyprawiający o mdłości, o True Love, a czarne charaktery są jeszcze bardziej przerysowane. Równie wyraźnie też widać, że dla Amerykanów podstawowymi wersjami baśni, które Europejczycy poznają przede wszystkim z książek, są wersje filmowe, szczególnie disneyowskie. Cóż, taka widać specyfika tej kultury. Z drugiej strony, ponieważ opowiedziana tu historia od początku pomyślana była na jeden sezon i z góry zaplanowana, jest bardziej spójna (choć też bez przesady. Na przykład próby rozkminienia zasad rządzących istniejącą w tym świecie magią -- które to zasady są dość ważnym elementem fabuły -- mogą spowodować ból głowy) i mniej jest zbędnych, nie wiadomo czemu służących wątków. Poza tym, jest zdrowa dawka sarkazmu przeciw maślanym gadkom o miłości w wykonaniu jednej z głównych postaci. I te kostiumy, ach! Nawet dla nich samych chce mi się to oglądać.

Znajomi:
W jednej z głównych ról zobaczymy tu Toma z "Being Human" (czyli Michaela Sochę), a najczarniejszego z tutejszych czarnych charakterów gra Naveen Andrews, czyli np. Sayid z "Lost" (nic w tym dziwnego, jakaś połowa oryginalnego "Once Upon a Time" powtarza się z "Lostów", bo wszystkie te trzy seriale mają tych samych twórców). Choć jeżeli ktoś orientuje się choć trochę w kinie inspirowanym indyjskim, może kojarzyć go również ze zgoła innej roli;)

"Once Upon a Time in Wonderland" na:

sobota, 3 maja 2014

Green Wing (2004-2006)

"Green Wing" to sitcom o szpitalu -- ale nie medyczny, bo pacjentów i ich problemów zdrowotnych nie zobaczymy tu prawie wcale. Z rzadka tylko przewijają się na trzecim czy czwartym planie, akcja zaś koncentruje się na pracownikach szpitala i ich życiowo-sercowo-łóżkowych perypetiach, nieraz bardzo dziwacznych. Bo serial to z tych absurdalnych, z galerią postaci i ich zachowań od prawie normalnych, przez posiadających różne dziwactwa, z lekka stukniętych po zupełnie odjechane. Jak Czytacze wiedzą, lubię absurdalny, brytyjski humor; lubię też cięte dialogi i odjechane pomysły. Wszystko to znaleźć można w tym serialu i pod tymi względami przemawia on do mnie i do moich gustów. Co z drugiej strony do mnie nie przemawia, to humor oparty na wyśmiewaniu się z czyjejś życiowej ciapowatości, "zabawnych" nieporozumieniach, stereotypach i molestowaniu seksualnym bohaterów obojga płci. Nie wywołuje też mojego entuzjazmu wyglądający chyłkiem zza fabuły, mimo pozornego obyczajowego wyzwolenia, dość konserwatywny światopogląd. Innymi słowy: poziom humoru, jak i całego serialu, jest dość nierówny. Mimo to jednak rzecz jest wciągająca.

Ciekawostką jest to, że serial kręcono w prawdziwym szpitalu, a właściwie dwóch, nie przerywając ich zasadniczej pracy. Poza tym, część scen jest improwizowana.

Zwiastuna nie znalazłam, więc tylko zalinkuję coś w rodzaju best of.

Znajomi:
Obsada "Green Wing" jest w zasadzie mieszanką obsad "Black Books", "Spaced", "Twenty Twelve" i "Mirandy", z tylko kilkoma domieszkami spoza tej listy. Że wspomnę chociażby Tamsing Greig, czyli Fran z "Black Books".

"Green Wing" na:

niedziela, 13 kwietnia 2014

Qui pro quo

Dzisiaj na blog zawitali Ryszard jako Doktor oraz Doktor jako Ryszard. Czy też vice versa. Serdeczne podziękowania dla utalentowanej Czytaczki Kolleander za obmyślenie i wykonanie nowego nagłówka!

piątek, 28 marca 2014

Death Comes to Pemberley (2013)


Kolejna z wielu wariacji na temat twórczości Jane Austen. Akurat z tych inteligentniejszych, choć podejrzewam, że mogłaby nie spotkać się z aprobatą samej pisarki. Trzyodcinkowy serial "Death comes to Pemberley" jest ekranizacją powieści pod tym samym tytułem autorstwa P. D. James, sequela do "Dumy i uprzedzenia", w którym bohaterowie najsłynniejszej powieści Austen wplątani zostają w zagadkę morderstwa.

Nie jest to adaptacja zbyt wierna: ten sam jest punkt wyjścia i dojścia, ale droga, którą wydarzenia idą od jednego do drugiego jest raczej odmienna. I muszę powiedzieć, że ta w adaptacji chyba mi bardziej się podoba. Może dlatego, że serial obejrzałam zanim przeczytałam książkę. Ta ostatnia jest nieco wierniejsza stylowi Jane Austen i realiom epoki, ale rozwiązanie zagadki objawione jest -- zarówno nam jak i głównym bohaterom -- prawie w całości w ostatnim rozdziale. W serialu dochodzimy do niej stopniowo, przy aktywnym udziale bohaterów, z Elżbietą na czele, co dodaje akcji napięcia; poza tym, zapewne w tym samym celu, dodano więcej emocjonalnej dramy między postaciami. Ale w większości dobrej dramy, pokazującej między innymi, że tam, gdzie Austen zakończyła, na odnalezieniu się bohaterów nawzajem i ślubie, praca nad wzajemnymi relacjami i własnym charakterem się nie kończy: choć Austen zostawia nas z obietnicą, że żyli długo i szczęśliwie, James do spółki z twórcami z BBC przypominają, że tylko jeżeli bohaterowie nie przestaną pracować nad sobą samymi i wzajemnymi relacjami. Szczególnie w czasie kryzysu.

No i w książce nie padają tak piękne kwestie jak: "We must try to remain positive, my dear, and hope at least that he died in a duel."

Teraz nie pozostaje mi już nic innego, jak z niecierpliwością czekać na ekranizację "Dumy i uprzedzenia i zombie"!:)

Znajomi:
Między innymi Anna Maxwell Martin (która grała drugoplanową rolę w "North & South") w roli Elżbiety, Jenna Coleman (z "Doktora") jako jedna z jej sióstr, Lydia oraz Alexandra Moen (również "Doktor", a także "Hotel Babylon") jako druga, Jane. I śliczny Matthew Goode jako czarna owca familii, Wickham. Oraz The Cleaner:)

Tytułowe Pemberley gra tu natomiast Chatsworth House, który powtarza tym samym tę rolę z ekranizacji "Dumy i uprzedzenia" z 2005 r. Podobno to dlatego, bo sama Austen wymienia tę posiadłość w powieści, jako jedną z tych, które Elżbieta zwiedza w czasie wycieczek z wujostwem po Derbyshire.

"Death Comes to Pemberley" na:
IMDb
Wikipedii
Filmwebie

piątek, 7 marca 2014

Harvey (1950)


W kąciku staroci i klasyków dzisiaj opowieść, która swój tytuł bierze od tego z jej bohaterów, którego nie tylko nigdy nie widzimy na ekranie, ale którego istnienia nawet nie jesteśmy pewni. Jeżeli wierzyć głównemu bohaterowi filmu i sztuki, na podstawie której go oparto, Elwoodowi P. Dowdowi, Harvey to wielki królik i jego najlepszy przyjaciel, który towarzyszy mu stale w domu i wędrówkach po mieście, z którym przesiaduje w barach i prowadzi rozmowy, ku konsternacji przechodniów i rozpaczy rodziny -- kłopot bowiem w tym, że oprócz Elwooda nikt Harveya nie widzi ani nie słyszy.

Spośród wielu świetnych kwestii, które padają w tym filmie -- pełnym dialogów zarówno błyskotliwych, jak i poruszających -- ta zapadła mi w pamięć od pierwszego oglądania:* "Years ago my mother used to say to me," -- mówi Elwood do uznanego psychiatry -- "she'd say, 'In this world, Elwood, you must be (...) oh so smart or oh so pleasant.' Well, for years I was smart. I recommend pleasant. You may quote me." Kryje się w niej streszczenie filmu i zarazem jego morał. Elwood swoim podejściem do świata pełnym optymizmu i przyjaznych uczuć, zawsze zakładającym u innych dobrą wolę i pałającym szczerą chęcią ich zadowolenia i zaspokojenia ich pragnień, jest dla otoczenia najzupełniej rozbrajający. Skonfrontowani z tym dobrodusznym człowiekiem i jego niewidzialnym przyjacielem uznają go za niespełna rozumu, wpadają w desperację (jak siostra Elwooda), próbują jego zachowanie racjonalizować (jak młody psychiatra), albo są po prostu zbici z tropu -- ale zmieniają się. I prawie wszyscy, prędzej czy później, mu zazdroszczą. Choć Elwood uchodzi za szalonego, wydaje się najmądrzejszym z bohaterów tej opowieści. Jest to film niezwykle ciepły i optymistyczny, a przy tym błyskotliwy i zabawny.

* Nawet mimo że jestem zupełnie niezdolna do wprowadzania jej w życie.

Znajomi:
Główną rolę gra -- świetnie -- James Stewart.

"Harvey" na:

niedziela, 22 grudnia 2013

Miss Fisher's Murder Mysteries (2012- )


Zaplanowałam sobie obejrzenie dwóch dobrze się zapowiadających skandynawskich seriali, ale zdążyłam dotrzeć jedynie do połowy pierwszej serii jednego z nich, kiedy zaczęła się zima i w związku z tym oglądanie czegokolwiek skandynawskiego stało się zupełnie wykluczone. Przeciwnie, nadszedł czas na seriale eskapistyczne, kolorowe i dostarczające beztroskiej rozrywki. Ledwo zaczęłam się za czymś takim rozglądać, gdy Facebook podpowiedział mi polubienie strony serialu "Miss Fisher's Murder Mysteries". Zazwyczaj nie zwracam uwagi na fejsbukowe podpowiedzi, ale tym razem, po tym, jak wyskakiwała mi ona już któryś dzień z rzędu, w końcu zaintrygowała mnie na tyle, żeby sprawdzić, o co chodzi.

No i już wiem: chodzi o australijski serial detektywistyczny, adaptację serii powieści tamtejszej pisarki Kerry Greenwood, rozgrywających się w Melbourne w późnych latach 20. i opowiadających o niejakiej Phryne Fisher, kobiecie majętnej i bywałej w świecie, obdarzonej licznymi talentami i umiejętnościami, korzystającej z życia bez żadnych ograniczeń, o stylu życia i poglądach zgoła nieprzystających do początku zeszłego wieku. No i poza tym parającą się pracą detektywistyczną. Nie należy się po tym serialu spodziewać zbytniego realizmu: rozgrywa się on w świecie, w którym wszyscy bohaterowie prezentują się zawsze jak świeżo spod krawieckiej igły i od fryzjera, mimo gorącego australijskiego klimatu i oddawania się takim czynnościom jak pogonie za przestępcami, walki wręcz i z użyciem różnorakiej broni palnej oraz białej, wspinanie się po ścianach budynków czy oglądanie, nieraz dość krwawych, miejsc przestępstw; w którym morderstwa zdarzają częściej niż kradzieże rowerów, a całe Melbourne zdaje się mieć tylko dwóch policjantów, którym poza tym nie przeszkadzają cywile permanentnie wtrącający się w śledztwo, a wręcz są gotowi na żądanie tych cywilów rzucić posterunek i wyjechać pomagać w śledztwach na peryferiach; w którym bohaterka w niemal każdym odcinku objawia jakiś nowy talent (m.in. języki, śpiew, różnorakie rodzaje tańca, brawurowa jazda samochodem, pilotowanie samolotu, no i mistrzowskie posługiwanie się swoim nieodłącznym złotym rewolwerem i nożem ukrytym w pończosze) i równie często znajduje sobie nowych kochanków oraz w którym para bohaterów będzie się bujać z wzajemnym ku sobie się maniem przez dwa sezony i nic z tym nie zrobi oprócz okazjonalnego słania sobie znaczących spojrzeń i rzucania dwuznacznych komentarzy. To jest właśnie taki rodzaj serialu -- ale w tym jego czar. W tym oraz w pięknych kostiumach (ach, kreacje Phryne!) i dekoracjach, interesujących bohaterach -- w tym, jak to miło oglądać, dużej proporcji ciekawych postaci żeńskich -- błyskotliwych dialogach oraz ogólnym uroku radosnej beztroski epoki jazzu sprzed wielkiego kryzysu.

Skandynawskie seriale będą zatem musiały poczekać do wiosny, a tymczasem trzymam mocno kciuki za to, żeby australijska telewizja zdecydowała się na wyprodukowanie trzeciej serii przygód panny Fisher.

Znajomi:
Myślałam, że w australijskim serialu nie mam szans wypatrzyć żadnych znajomych, ale oto już w pierwszym odcinku pojawiła się Miranda Otto, czyli Eowina z adaptacji Władcy Pierścieni.

"Miss Fisher's Murder Mysteries" na: